Cream of Cream*PL

Hodowla Kotów  Maine Coon

(41kB)

 

      Maine Coon - największy wśród kotów domowych, groźnie wyglądający jest równocześnie łagodnym, zrównoważonym stworzeniem o sowim spojrzeniu. Ma łagodny temperament, uczuciową naturę, jest spokojny i inteligentny.

   Swoim zachowaniem przypomina psa. Zawsze z właścicielem, bez względu na to czy jest to kuchnia, łazienka, łóżko czy fotel. Jest wspaniałym, miłym towarzyszem, niezwykle cierpliwym i oddanym.

  Koty tej rasy są doskonałymi łowcami, nie przepuszczą żadnemu komarowi, myszy czy chmarze ptaków. Aby upolować zdobycz nie wahają się wejść do wody.

   Odgłosy jakie wydają są zdumiewające, ich różnorodność i nasilenie zadziwiają każdego i są niezmiennie zabawne. Koty Maine Coon mówią do swoich właścicieli i za to oraz za swoją wyjątkowość są kochane

      Moja przygoda z kotami rasy Maine Coon zaczęła się zaiste zabawnie. Kilka lat temu nawet nie myślałam o posiadaniu kota…jakiegokolwiek. Należałam do tej grupy ludzi, którzy kochają koty tylko jeszcze o tym nie wiedzą. Ja kochałam psy, za ich wierność, bezgraniczne posłuszeństwo, absolutne zapatrzenie w człowieka i ogromną miłość jaką obdarzają ludzi. Wtedy postrzegałam koty jako niepokorne, krnąbrne aczkolwiek piękne i tajemnicze stworzenia z objawami autyzmu. Wszystko zmieniło się pewnego wrześniowego dnia na wrocławskiej wystawie kotów.
   Była sobota , padał deszcz, dzień był nieszczególny. Wchodząc na wystawę czuło się zapach mokrej odzieży zmieszany z wszechobecną wonią pudru. Wrażenie było piorunujące i przytłaczające zarazem. Wszędzie tłum ludzi posuwających się wolniutko w „ogonku” wzdłuż klatek. Znużone koty polegiwały za firanami nie zwracając uwagi na ludzi, były nieobecne. Tylko kocie dzieci szalały za piórkiem lub piłeczką na gumce demonstrując swoją gibkość, skoczność, koordynację, grację i refleks.
Omijając kolejkę oglądających, bardziej z ciekawości niż z potrzeby serca, zbierałam wizytówki leżące na klatkach. Koty półdługowłose były piękne i fascynujące…i tylko tyle. Tu dochodzimy do zdarzeń, które, choć brzmi to banalnie i patetycznie zarazem, zmieniły moje życie.
   Moja koleżanka Ula wraz z moją córką Aliną zachwycały się wszystkimi kotami wystawy, każdy był cudny. Nasze „zwiedzanie” dobiegało końca, od wyjścia dzieliło nas jeszcze kilka klatek. Na jednej z nich leżał przepiękny kot. Pozycja sfinksa i nieobecny wzrok czyniły z niego rzeźbę. Tym kotem był Esus, nie do kupienia, ze względu na cenę.
   I ja i moja koleżanka Ula należymy do osób szybko nawiązujących kontakty. Niezobowiązująca rozmowa z hodowczynią, bardziej z ciekawości niż potrzeby kupienia kota, przybrała nieoczekiwany obrót. Obejrzałyśmy brykające w klatce rodzeństwo Esusa i po zadaniu kilkunastu pytań stało się. Ula wyciągnęła pieniądze i …zadatkowałyśmy kocurka. Był to brat Eska – Elber. Od tego momentu nic już nie było tak jak dawniej.
   Elbera miałam odebrać następnego dnia. Jadąc tramwajem do domu zaczęłam się zastanawiać co ja takiego zrobiłam. Byłam przerażona własną lekkomyślnością i ewentualnymi konsekwencjami, nigdy przecież nie miałam kota. Moje dziecko szalało z radości, powtarzało jak mantrę: „będziemy mieli kotka, będziemy mieli kotka”. Tylko Ula patrzyła na nas z lekkim uśmiechem. „To wszystko przez nią”- myślałam. „Obie stare i durne ale to ja kupiłam kotka” …….za co teraz jestem Jej bardzo wdzięczna. Ula, DZIĘKUJĘ !!


 

Strona Główna    Wstęp    Koty    Kotki    Kocięta

Młodzież    Pamiętnik Elbera    Pamiętnik Horusa

Plany    Kontakt    Linki

Księga Gości